BOGACTWO PODWODNEGO ŻYCIA
FOTOGRAFIA PODWODNA

REDAKCJA
 

James Cameron nurkuje w nową przygodę...



Czyż nie jest dziwne, że realizacja kolejnego hitu kinowego dla masowego odbiorcy jest dla światowej sławy reżysera - Jamesa Camerona, ostatnią rzeczą na świecie, którą chciałby teraz robić? Jakie inne pasje mogą bardziej pochłonąć reżysera, który jest nie tylko utalentowany i powszechnie uznany ale także dysponuje właśnie teraz niesamowitą swobodą działania?
Sukces filmu "Titanic" sprawił, że James Cameron umocnił jeszcze bardziej swoją pozycję w światowej czołówce twórców filmowych. Teraz wszyscy chcieliby, żeby natychmiast rozpoczął pracę nad kolejnym hitem kinowym. Jednak Cameron powiedział: "Lubię kręcić filmy, ale lubię też robić masę innych rzeczy, a kiedy robi się film, na nic innego nie ma czasu. Wyłącza się wówczas telefon i nie włącza się go przez rok!"

W oczekiwaniu na kolejną produkcję filmową, a wręcz w przekonaniu, że już zaraz reżyser ogłosi, iż pracuje nad zdjęciami do kolejnego kinowego mega-hitu, on robił to, co zawsze robi po skończeniu pracy. "Cokolwiek nakręcę, 'Terminatora', 'Obcego' czy 'The Abyss', po skończeniu zdjęć zawsze jadę ponurkować. Kręcenie filmów jest jak szaleństwo, jak choroba umysłowa. A ocean przywraca mi zdrowie psychiczne".
Podwodny świat stał się również miejscem do nakręcenia dwóch filmów dokumentalnych, które pozwoliły mu na połączenie biznesu, sztuki i przyjemności. Polska premiera pierwszego z nich, zatytułowanego "Ekspedycja Jamesa Camerona: Bismarck" odbyła się 16 lutego 2003 r. w programie Discovery Channel.

Film dokumentuje zdarzenia z 27 maja 1941 roku. Wtedy właśnie Winston Churchill polecił zatopić niemiecki, potężnie uzbrojony okręt wojenny "Bismarck". Ten właśnie okręt, nazywany "gwiazdą śmierci", zatopił wcześniej jedną salwą okręt "The Hood", dumę brytyjskiej floty. Początkowo zadanie to wydawało się niemal niemożliwe do wykonania, lecz los sprzyjał Brytyjczykom i nieposkromiona niemiecka "maszyna do zabijania" poszła na dno.

W Cameronie budzi się nowa fascynacja - nie mniejsza niż science fiction - jest to fascynacja podwodnym światem wielkich głębin. "Jeśli mógłbym rozpocząć swoje życie od nowa, oddałbym się całkowicie oceanografii" i dodał "Filmowanie dna morza jest jak kręcenie filmu na księżycu. To jest jak życie w science fiction".
Celem filmu jest ukazanie tego co czuli ludzie na pokładzie okrętu. "Żołnierze Bismarcka żyli w świecie, który był tak odmienny od naszego. Ale mimo to, w naszych czasach, nadal słychać echa tamtych lat. Uważam, że wydarzenia z II Wojny Światowej, podczas której zginęło 50 milionów ludzi, to lekcja dla tych, którzy są odpowiedzialni za to co dzieje się na świecie dzisiaj."

"Choć realizacja filmów dokumentalnych ma swoje rygory. Doświadczenia przy kręceniu opowieści o pancerniku Bismarck nie tak bardzo różniły się od tych z planu Titanica. Ponieważ przedstawiasz prawdziwą historię, nie możesz napisać sam całego scenariusza. Ale piękne jest to, że masz do czynienia z czymś nie do końca znanym, gdzie wiele może się zdarzyć. Tworzysz niesamowitą historię opierając się na tym, co naprawdę miało miejsce."

Mike Cameron, brat Jamesa, zbudował zdalnie sterowane pojazdy, dzięki którym, widzowie "Titanica" oraz "Expedycji Bismarck" mogą "spacerować" po wraku okrętu, który w rzeczywistości spoczywa 5 km pod powierzchnią Atlantyku.
Połączenie tych bezprecedensowych zdjęć z materiałami archiwalnymi, animacjami, jak również dramatycznymi wywiadami z dwoma niemieckimi marynarzami, którzy przeżyli zatopienie okrętu, nadaje "Ekspedycji Bismarck" szczególnego wyrazu. J. Cameron wraz z ekspertami historycznymi starają się wyjaśnić zagadkę, czy to Brytyjczycy zatopili niemiecki okręt, czy może statek ten został przez pomyłkę uszkodzony przez torpedę wystrzeloną przez Niemców.

"Expedycja Bismarck" wywodzi się od "Duchów Abyss" - pełnometrażowego, trójwymiarowego filmu dokumentalnego o wyprawie na wrak Titanica, która miała miejsce w sierpniu i wrześniu 2001 r. Oba te filmy zostały zrealizowane zgodnie z pragnieniem Camerona - w technologi 3-D. "Duchy" dla Jamesa i jego brata Mikea były swoistym testem możliwości. "Udało nam się! Oglądając film widz czuje, jakby naprawdę był na statku!" stwierdzili bracia. James dodał: "Ta projekcja jest dla mnie czymś kompletnie alternatywnym, odskocznią od tego co robiłem do tej pory. Nieważne, czy będzie z tego film lub program telewizyjny, czy też nie. Zależy mi tylko żeby 'wyjść na zero'. Wykorzystuje to, że ktoś inny zapłaci rachunek za moją przygodę."


James Cameron urodził się w 1954 r. Kapuskasing (Ontario). Jego ojciec jest inżynierem, a matka artystką. Być może jej zawód miał wpływ na drogę kariery, jaką obrał James i którą podąża przez ostatnie cztery lata. "Niektórzy mają kłopoty z odnalezieniem swojej drogi" powiedział. "A ja wiem, że jestem stworzony do tego co robię. Sprawia mi to mnóstwo przyjemności."
Pierwszym krokiem w filmowej karierze Camerona było przedstawienie producentowi telewizji Fox serii pt. "Dark Angel" - futurystycznego dramatu. "Telewizja bardzo różni się od kina" uważa Cameron. "Uwielbiam robić wielkie filmy, które wymagają dużych nakładów finansowych. Ale w telewizji trzeba być bardziej zdyscyplinowanym, często trzeba zrezygnować z drogich efektów i innych gadżetów, aż w końcu zostają tylko ludzie i ich związki. I jeśli nie ma się do przedstawienia interesującego wątku z ciekawymi postaciami, nie ma się za czym schować. Żeby tworzyć filmy dla TV trzeba być dobrym pisarzem."

"Moim wzorem, jest John Huston, który przywiązany do wózka inwalidzkiego, z rurką tlenową w nosie, nadal krzyczał `Akcja!' Nie wiem czy w wieku 80 lat będę nadal w mokrym skafandrze 'uganiać się za rekinami', ale jestem pewien, że dopóki mój umysł będzie sprawny, będę robić to co do mnie należy."

Tekst opracował Arnold Adamczyk na podst. wypowiedzi J. Camerona z art. James Cameron Dives into Bismarck Adventure Hala Hinsona (www.CDNN.info) w tłumaczeniu Adama Mazura.



ustaw jako startową

Zaprenumeruj bezpłatny biuletyn informacyjny

szczegóły
Wyłącz

linki
 
REDAKCJA | Copyright © 2002-2017 E-MARKETING
Reklama u nas: info@rafy.pl
Do góry